Wolność i zapach kiełbasek
Zaczyna się niewinnie. Stoisz w ogrodzie, w jednym ręku masz szczypce do grilla, w drugim odświeżający napój. W powietrzu czuć zapach kiełbasek, a z głośnika pobrzmiewa letnia muzyka – wszystko gra.
I nagle dzieje się to. Na granicy działki nagle pojawia się sąsiad. Grzecznie, ale stanowczo oznajmia, że dym z grilla wlatuje bezpośrednio do jego pokoju, a muzyka również mu przeszkadza. I w ogóle: wtorek nie jest typowym dniem na grilla.
Tak oto rodzi się przestrzeń negocjacyjna kwestii wolności: ogrodzenie własnego podwórka. To tutaj należy ustalić, co oznacza wolność dla obu stron. Nie w Bundestagu, ale między żywopłotem a tarasem.
Wolność w teorii i praktyce
Konstytucja gwarantuje swobodny rozwój osobowości. W codziennym życiu oznacza to, że na swoim podwórku można grillować, wiercić, świętować, rozmawiać, modelować żywopłot i ustawiać krasnale ogrodowe wedle upodobania. Przynajmniej teoretycznie. W praktyce okazuje się jednak, że ważne jest, aby nie przeszkadzało to innym osobom. Wolność ma swoją specyfikę: jest zawsze powiązana z wolnością innych osób.
Aby móc rozstrzygać w sąsiedzkich sporach, Niemcy stworzyły pragmatyczne rozwiązania: cisza nocna, rozporządzenia o grillowaniu, odstępy minimalne i regulacje dotyczące wysokości żywopłotu. Istnieją zasady określające wszystko to, co mogłoby przeszkadzać sąsiadom. Ogrodzenie jest czymś więcej niż tylko granicą działki. Jest punktem stycznym rozmaitych interesów. To tutaj prowadzi się dyskusje, negocjacje, kłótnie – a niekiedy żartobliwe przyjazne pogawędki.