„Wybierzcie się do Polski!“

Artysta kabaretowy Steffen Möller dzieli swoje życie pomiędzy Niemcami i Polską. Oto jak widzi on relacje pomiędzy obydwoma krajami – i dlaczego zależą one od pogody.

Artysta kabaretowy Steffen Möller
Artysta kabaretowy Steffen Möller P. Felbert

Niemiecki artysta kabaretowy Steffen Möller mieszka od prawie 25 lat również w Polsce. W wywiadzie dla »deutschland.de« opowiada, jak z jego punktu widzenia wyglądają stosunki polsko-niemieckie – i o tym, dlaczego zależą one od pogody.
 

Panie Steffenie, był już czas, kiedy stosunki polsko-niemieckie układały się lepiej. Istnieje wiele rozbieżności, na przykład w kwestii uchodźców czy całościowo postrzeganej polityki UE. Czy ten rozwój Pana niepokoi?
Tak i nie. Wierzę, że napięcia polityczne mają tylko tymczasowy charakter i że w końcu podejście zwykłych obywateli zwycięży. A wśród tych obywateli jest 400 tysięcy niemiecko-polskich małżeństw i związków partnerskich oraz nadzwyczaj duża grupa polsko-niemieckich dzieci, które doskonale znają oba języki. Właśnie piszę książkę o tej niszy społecznej i w ostatnich miesiącach przeprowadziłem wiele wywiadów z takimi parami. Z mojego doświadczenia wynika, że wszystko jest na dobrej drodze, wkrótce dojdzie do ocieplenia stosunków polsko-niemieckich. Politycy mogą do woli drzeć ze sobą koty: za 100, 200 lat będziemy najlepszymi przyjaciółmi.

Czyli napięcia polityczne nie mają wpływu na życie codzienne?
Ależ tak, jest wiele irytacji. Czasami Niemcy są niemile traktowani w Polsce, na przykład dlatego, że w tramwaju mówią po niemiecku. Coś takiego zdarza się co jakiś czas, może raz w miesiącu. Ale jest też wiele Polaków, którzy są niemile traktowani w Niemczech – i to już od dawien dawna. Ostrzegam przed próbą znalezienia taniej wymówki, aby nie jechać do Polski. Zwłaszcza dla ludzi, którzy nigdy wcześniej nie byli w Polsce – a jest to 70 procent Niemców – każdy pretekst jest dobry. Dlatego mówię: Okay, w tej chwili polityka nie jest taka fajna, ale mimo to wybierzcie się tam.

Co musi się wydarzyć, aby Niemcy i Polska również pod względem politycznym znowu zbliżyły się do siebie?
Moje spojrzenie na te sprawy jest trochę inne, nie jestem przecież politykiem. Kabaret polsko-niemiecki tworzę od 16 lat i nawet w politycznie cudownych czasach istniało wiele uprzedzeń i stereotypów po obu stronach. Pracuję, że tak powiem, nad długofalową poprawą stosunków polsko-niemieckich. A propos, Polacy wiedzą o Niemczech nieco więcej niż my o Polsce.

Jako artysta kabaretowy mam przywilej opowiadania dowcipów o tej drugiej stronie.

Artysta kabaretowy Steffen Möller

Z czego to wynika?
Przede wszystkim z faktu, że 30 procent polskich uczniów uczy się języka  niemieckiego. Polska jest krajem o największej liczbie uczących się języka niemieckiego w świecie – w 2017 roku było to 2,2 mln uczniów. W Niemczech języka polskiego uczy się w porywach 10 tysięcy uczniów. Istnieje więc ogromna dysproporcja. Ale to, co rzeczywiście musiałoby się zmienić, aby Niemcy i Polacy naprawdę chętnie się nawzajem odwiedzali, to pogoda. Powinna być lepsza. Prawdziwym powodem, który sprawia, że Niemcy i Polacy w dużej mierze ignorują się wzajemnie, to nie historia, ani język ani też polityka, to właśnie pogoda. Polak po prostu nie ma ochoty wyjeżdzać na urlop do Niemiec, bo tu jest taka sama pogoda. Podobnie jest z Niemcami. Jest jeszcze jeden czynnik który hamuje naszą ciekawość: jesteśmy sąsiadami. Jakikolwiek przyzwoity urlop zaczyna się dziś dopiero w odłegłości 5 tysięcy kilometrów. Czasami mam wrażenie, że Polskę mógłbym łatwiej reklamować w Brazylii lub Japonii.

Czy jako artysta kabaretowy może Pan zdziałać, czego nie udaje się dyplomacji?
Mam przywilej, że wolno mi opowiadać dowcipy o drugiej stronie i ta druga strona musi się jeszcze z nich śmiać. Żarty o Polakach? Nie polecałbym tego w każdym razie żadnemu niemieckiemu politykowi, byłyby z tego problemy. Jako artysta kabaretowy poruszam się w innym medium.

Najlepszą rzeczą, jaką można zrobić podróżując do innego kraju to nauczyć się języka. To daje najwięcej atutów. Ale o ile mi wiadomo, nie ma w tym momencie żadnego czołowego polityka w Niemczech, który mówiłby po polsku. Tylko Mats Hummels umie po polsku policzyć do dziesięciu, sam mi to kiedyś zademonstrował.

Partnerstwa miast są na wagę złota

Artysta kabaretowy Steffen Möller

Jest Pan często zapraszany przez stowarzyszenia miast partnerskich. Jak ocenia Pan ich znaczenie?
Kiedyś uważałem, że wszystkie te partnerstwa między miastami są zbędne. Jest tak może w przypadku stosunków niemiecko-francuskich, gdzie w tej chwili wszystko układa się pomyślnie. Jeśli chodzi o Polskę mogę tylko powiedzieć: Partnerstwa miast są na wagę złota, gdyż zbliża do siebie niezmiernie wielu ludzi na szczeblu lokalnym. Istnieją naprawdę udane partnerstwa miast: szkoły, chóry, orkiestry, kapele dęte odwiedzają się nawzajem. Co roku setki ludzi organizują różnego rodzaju wymiany.

Stale kursuje Pan między Niemcami a Polską. Który z tych krajów jest dla Pana domem?
Co oznacza tak naprawdę „dom“? Może jest to miejsce, gdzie ludzie są tacy sami jak ty. Wtedy dla mnie domem jest pociąg Eurocity Berlin-Warszawa. Podróżuję nim kilka razy w miesiącu w obie strony. Spotykam tam wiele osób takich jak ja, podróżników kursujących pomiędzy dwoma światami. Znają oba języki, a co więcej - znają wszystkie dowcipy o polskich złodziejach i niemieckich nazistach. Tu czuję się dobrze, a jeśli wszystko się dobrze układa usłyszę czasem nawet jakiś nowy dowcip.

Wywiad przeprowadziła: Kathrin Noll

© www.deutschland.de

 

Mój dom to Eurocity“
Mój dom to Eurocity“ Steffen Möller