Partnerzy w sercu Europy

Polsko-niemieckie partnerstwo miast: nowe badania nad historią, teraźniejszością i perspektywami na przyszłość rysują imponujący bilans.

Most na Odrze łączy bliźniacze miasta Słubice i Frankfurt nad Odrą.
Most na Odrze łączy bliźniacze miasta Słubice i Frankfurt nad Odrą. dpa

To nie mogło być bardziej serdeczne. Kiedy w czerwcu pandemia Covid-19 po raz pierwszy uległa złagodzeniu, Mariusz Olejniczak i René Wilke spontanicznie wpadli sobie w ramiona. Burmistrzowie Słubic i Frankfurtu nad Odrą oraz mieszkańcy sąsiednich miast mieli za sobą trzymiesięczne zamknięcie granicy z powodu koronawirusa. Wspólnie świętowali więc na położonym nad rzeką graniczną moście, który już dawno stracił swój oddzielający charakter. Przynajmniej tak uważano po przystąpieniu Polski do UE w 2004 r. Od tego czasu granica stawała się coraz mniej odczuwalna. Dopóki nie pojawił się koronawirus.

Lockdown z powodu koronawirusa był dla ludzi szokiem.

Wprowadzony wiosną polsko-niemiecki lockdown był szokiem dla wielu osób, które wspólne rozwijanie się społeczeństw traktowały jako rzecz oczywistą. Tymczasowa separacja pokazała jednak również, jak głęboko zakorzenione okazały się te więzi. Świadectwem tego było emocjonalne objęcie się Wilke i Olejniczaka. Może i naruszyli zasady obowiązujące podczas pandemii koronawirusa, ale nikt nie potrafił wziąć im tego za złe. Frankfurt i Słubice już dawno temu stały się czymś więcej niż tylko sąsiednimi miastami współpracującymi w zakresie ochrony przyrody lub transportu lokalnego. Wyjątkowa jest współpraca pomiędzy Uniwersytetem Europejskim Viadrina a Collegium Polonicum po drugiej stronie Odry. Najważniejszy jest jednak fakt, że od 1975 roku istnieje jedno z najstarszych i najważniejszych polsko-niemieckich partnerstw miast.

Głęboka radość: Rene Wilke, nadburmistrz Frankfurtu nad Odrą, i Mariusz Olejniczak, burmistrz Słubic, podczas otwarcia granicy po zniesieniu ograniczeń z powodu koronawirusa
Głęboka radość: Rene Wilke, nadburmistrz Frankfurtu nad Odrą, i Mariusz
Olejniczak, burmistrz Słubic, podczas otwarcia granicy po zniesieniu ograniczeń z powodu koronawirusa
dpa

Niemiecki Instytut Spraw Polskich w Darmstadt oraz warszawski Instytut Spraw Publicznych właśnie przedstawiły kompleksowe badania na temat historii, teraźniejszości i perspektyw tego typu partnerstw miejskich w sercu Europy. „Współpraca na szczeblu lokalnym umożliwia ludziom z obu krajów bezpośredni kontakt ze sobą i realizację konkretnych projektów, co z kolei przynosi pożytek zaangażowanym gminom, organizacjom i jednostkom”, piszą redaktorzy Peter Oliver Loew i Agnieszka Łada, podkreślając, że służy to nie tylko „poprawie jakości życia obywateli”.

W stosunkach dyplomatycznych wszędzie jeszcze trzeba było przełamywać lody.

Peter Oliver Loew

Bliźniacze miasto Słubice/Frankfurt jest niewątpliwie jednym z najbardziej imponujących tego przykładów. Ale współpraca nad Odrą nie jest bynajmniej odosobnionym przypadkiem. Świadczy o tym krótkie spojrzenie na listę najważniejszych partnerstw. Pionierami były miasta hanzeatyckie. Szczecin i Rostock są połączone od 1959 roku, Brema i Gdańsk od 1976 roku, następne były Poznań i Hanower. Średniowieczne królewskie miasto Kraków jest „związane” aż z trzema niemieckimi miastami: Frankfurtem nad Menem, Lipskiem i Norymbergą. Wrocław na Dolnym Śląsku utrzymuje kontakty z Dreznem i Wiesbaden, a położona w centralnej Polsce Łódź z Chemnitz i Stuttgartem. No i naturalnie stolice Warszawa i Berlin są także ze sobą ściśle powiązane.

Historyczna chwila: burmistrzowie Bremy i Gdańska, Hans Koschnick i Andrzej Kaznowski (po prawej), podpisują 12.04.1976 r. w Gdańsku dokumenty o partnerstwie.
Historyczna chwila: burmistrzowie Bremy i Gdańska, Hans Koschnick i Andrzej
Kaznowski (po prawej), podpisują 12.04.1976 r. w Gdańsku dokumenty o partnerstwie.
dpa

Aby docenić prawdziwą wartość tych partnerstw, należy spojrzeć wstecz na ich początki. Po drugiej wojnie światowej to głównie gminy francuskie, brytyjskie i niemieckie nawiązały współpracę regionalną, wnosząc tym samym kluczowy wkład w pojednanie między narodami i ludźmi. Następnie, jeszcze w okresie zimnej wojny, pojawiły się pierwsze partnerstwa wschodnio-zachodnie. „W stosunkach dyplomatycznych wszędzie jeszcze trzeba było przełamywać lody”, pisze Peter Oliver Loew i przywołuje przykład Wiesbaden i Wrocławia, gdzie „upłynęły dwa lata, zanim partnerstwo zostało przypieczętowane, przy czym ważnym punktem spornym była forma polskiej nazwy miejscowości - Wrocław, a nie Breslau.”

Zasypywanie dawnych podziałów

Z uchwały Senatu Hanzeatyckiego Miasta Bremy

Tym bardziej znaczący jest wkład partnerstwa miast w pojednanie polsko-niemieckie, które w 1965 r. po raz pierwszy nabrało znaczenia dzięki słynnemu apelowi Konferencji Episkopatu Polski: „Wybaczamy i prosimy o przebaczenie.” Kiedy w 1976 roku Brema i Gdańsk połączyły siły, uczyniono to wyraźnie także w celu „zasypania dawnych podziałów”, jak stwierdzono w uchwale Senatu Bremy. Kiedy została podniesiona Żelazna Kurtyna, wszystko od razu potoczyło się znacznie szybciej. Podczas gdy przed 1989 rokiem istniały już wprawdzie 42 polsko-niemieckie partnerstwa miast, to na przełomie tysiąclecia powstało ponad 200 nowych miejskich „małżeństw”.

Ograniczone środki finansowe utrudniają partnerstwo

Wspólny protest: demonstracja stowarzyszeń gejów i lesbijek z Frankfurtu nad Odrą i Słubic na moście nad Odrą.
Wspólny protest: demonstracja stowarzyszeń gejów i lesbijek z Frankfurtu nad
nad Odrą i Słubic na moście nad Odrą.
dpa

Czy zatem wszystko, co od dziesięcioleci błyszczy pełnym blaskiem, przebiega w rzeczywistości idealnie? Niestety nie. „Problemy finansowe są główną przeszkodą we współpracy”, piszą Agnieszka Łada i Aleksander Fuksiewicz, powołując się na sondaże z 2019 r. Nikt wówczas nie mógł przewidzieć dramatycznych wydarzeń wokół pandemii koronawirusa. Wynikający z niej kryzys gospodarczy, który mocno uderza również w budżety krajowe, może w najbliższych latach spowodować trudności w realizacji wielu projektów w ramach polsko-niemieckiego partnerstwa miast. Niezależnie od tego rozwój sytuacji politycznej doprowadził ostatnio również do napięć we współpracy na szczeblu gminnym. Dotyczy to w szczególności ruchu w południowo-wschodniej Polsce, gdzie ponad 100 gmin, powiatów i całych województw określiło się jako „strefy wolne od ideologii LGBT”. Z prawnego punktu widzenia te rezolucje, które są skierowane przeciwko lesbijkom, gejom, biseksualistom, transseksualistom (LGBT+), są nieskuteczne. Jednak wiele gmin partnerskich w Niemczech i innych krajach UE uważa te deklaracje za politycznie niedopuszczalne i rozważa zakończenie lub przynajmniej zawieszenie współpracy. Niemniej jednak chcą utrzymywać kontakty.

© www.deutschland.de