„Wspaniały sukces pojednania”

30 lat polsko-niemieckiego traktatu granicznego: rozmowa z René Wilke o przyjaźni między Frankfurtem nad Odrą a Słubicami

Niemiecko-polskie miasto bliźniacze Frankfurt nad Odrą i Słubice
Niemiecko-polskie miasto bliźniacze Frankfurt nad Odrą i Słubice Adobe Stock

30 lat temu, 14 listopada 1990 r., polsko-niemiecki traktat graniczny zakończył trwający od dziesięcioleci spór terytorialny w sercu Europy. Granica na Odrze i Nysie powstała w wyniku II wojny światowej, a tym samym ostatecznie wskutek niemieckiej inwazji na Polskę w 1939 roku. Jej uznanie było zatem podstawowym warunkiem pojednania między Niemcami i Polakami, które zostało dodatkowo wzmocnione Traktatem o dobrym sąsiedztwie z dnia 17 czerwca 1991 roku. W międzyczasie w regionie przygranicznym już dawno powstało coś więcej niż tylko dobre sąsiedztwo. Ulrich Krökel rozmawiał z nadburmistrzem Frankfurtu René Wilke (Die Linke) o bliskiej i ciepłej polsko-niemieckiej przyjaźni między bliźniaczymi miastami Frankfurt nad Odrą i Słubice.

Z powodu pandemii koronawirusa granica polsko-niemiecka była od marca do czerwca prawie całkowicie zamknięta. Czy na początku roku mógłby Pan sobie wyobrazić, że nad Odrą takie zamknięcie mogłoby się kiedykolwiek powtórzyć?

Nie. Nie sądziłem, że to możliwe i byłem z tego powodu naprawdę zszokowany. Zwłaszcza, że zamknięcie granicy uważałem za całkowicie niepotrzebne. Pytanie brzmiało: jaka konkretnie korzyść z tego wynika? Wskaźniki infekcji były po obu stronach podobnie niskie i przy zwalczaniu wirusa mogliśmy stosować te same metody. Dla nas we Frankfurcie nad Odrą nie miało więc znaczenia, czy przyjechał do nas ktoś z Fürstenwalde czy ze Słubic. Niemniej jednak, jedna podróż była możliwa, druga nie. To było druzgocące doświadczenie.

Jak doświadczył Pan zamknięcia granicy w codziennym życiu?

Ze Słubicami postrzegamy siebie jako miasto bliźniacze, jako wspólną przestrzeń życiową, w której robimy wiele rzeczy ponad granicami. Z dnia na dzień nie było to już możliwe. W administracji, w miarę możliwości, przeszliśmy na cyfrowe formy pracy. Ale na przykład handel detaliczny był w stanie to zrobić tylko w bardzo ograniczonym zakresie. We Frankfurcie część sklepów ma nawet do 40 procent polskich klientów. Podobnie jest po drugiej stronie. Albo proszę pomyśleć o tych wielu osobach dojeżdżających do pracy. Musieli zdecydować, czy chcą zostać z rodziną, czy w miejscu pracy. Zerwanie kontaktu między ludźmi było najgorszym z możliwych doświadczeń. Mamy w regionie wiele polsko-niemieckich przyjaźni, związków partnerskich i małżeństw z powiązaniami rodzinnymi po obu stronach Odry. Z tego powodu ludzie bardzo cierpieli.

René Wilke (po lewej) wita Mariusza Olejniczaka, burmistrza Słubic, po zakończeniu zamknięcia granic z powodu epidemii koronawirusa.
René Wilke (po lewej) wita Mariusza Olejniczaka, burmistrza Słubic, po
zakończeniu zamknięcia granic z powodu epidemii koronawirusa.
dpa

Wszystko to byłoby znacznie mniej odczuwalne 30 lat temu, pod koniec zimnej wojny, ponieważ stosunki nie były tak bliskie. Czy szok z powodu koronawirusa, widziany w tym świetle, nie wskazuje również na niezwykle pozytywne zmiany, na początku których był traktat polsko-niemiecki z 14 listopada 1990 r.?

Polacy i Niemcy odnieśli w ciągu ostatnich trzech dekad wspaniały sukces procesu pojednania, nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Uznanie granicy na Odrze i Nysie było tego warunkiem wstępnym. Jednak my we Frankfurcie i Słubicach robimy wiele, aby przeszłość z jej okrucieństwem była nadal obecna i abyśmy nie zaczęli traktować otwartej granicy jako oczywistości. Więc równie dobrze poradzilibyśmy sobie bez koronawirusa.

Wielkim przełomem było przystąpienie Polski do strefy Schengen.

René Wilke, nadburmistrz Frankfurtu nad Odrą

Urodził się Pan we Frankfurcie nad Odrą w 1984 roku. Jakie ma Pan wspomnienia odnośnie życia w regionie przygranicznym między 1990 r. a przystąpieniem Polski do UE w 2004 r.?

Granica była wówczas bardzo wyraźna, również architektonicznie, zwłaszcza na moście na Odrze. To był obszar, który ludzie omijali szerokim łukiem. „Odstraszający” to chyba właściwe słowo. Bardzo niewiele osób z tego regionu regularnie przekraczało wtedy granicę. Nie była to też zbyt przyjemna procedura: kontrola tożsamości, kontrola celna, to samo w drodze powrotnej. Tego lepiej było unikać.

Nie ciekawił Pana ten nieznany kraj po drugiej stronie rzeki?

Ależ oczywiście pojawiła się też potrzeba, by w końcu odkryć tę drugą stronę i poznać ludzi. Jednak jest to również kwestia wieku. Na początku miałem pewne obawy. Potem z biegiem lat ciekawość ta bardzo mocno nasiliła się. Dopóki jednak granica była zamknięta, motto codziennego życia brzmiało: tak blisko, a jednak tak daleko. Wielkim przełomem dla regionu, a także dla mnie osobiście było więc otwarcie granicy, czyli wejście Polski do strefy Schengen w grudniu 2007 roku. Oczywiście byłem tam i świętowałem razem z nimi.

Frankfurt-Słubice pozostaną światłem przewodnim idei europejskiej.

René Wile, nadburmistrz Frankfurtu nad Odrą

Od czasu objęcia władzy przez narodowo-konserwatywny rząd PiS w Warszawie w 2015 roku stosunki polsko-niemieckie uległy znacznemu pogorszeniu. Między innymi znów pojawiają się spory o reparacje wojenne. Czy odczuwa Pan to również w regionie przygranicznym?

Nie, nic z tych rzeczy. Zazwyczaj doświadczam pozytywnych reakcji zwrotnych. Osoby odpowiedzialne politycznie, ale także bardzo wiele obywatelek i wielu obywateli walczy o to, co zostało osiągnięte, i chce tym bardziej pokazać, jak owocna może być współpraca. Na przykład mój kolega w Słubicach, Mariusz Olejniczak, został wybrany na stanowisko w 2018 roku, kilka miesięcy po mnie. Był on kandydatem, który najwyraźniej promował polsko-niemiecką współpracę i rozbudowę miasta bliźniaczego Frankfurt-Słubice! I tak samo zrobiłem to podczas mojej kampanii wyborczej. Jestem głęboko przekonanym Europejczykiem i nie zamierzam tego ukrywać tylko dlatego, że istnieje powszechna tendencja do renacjonalizacji.

René Wilke, nadburmistrz Frankfurtu nad Odrą
René Wilke, nadburmistrz Frankfurtu nad Odrą dpa

30 lat traktatu granicznego to także powód do spojrzenia w przyszłość, powiedzmy na najbliższą dekadę polsko-niemieckich stosunków w sercu Europy: na co ma Pan nadzieję, czego się Pan obawia, a czego faktycznie spodziewa?

Po pierwsze mam nadzieję, że w UE nadal będziemy mogli podejmować wspólne działania. Mam na myśli to, że ostatnio zawsze, gdy sytuacja stawała się trudna, byliśmy świadkami powrotu do narodowego egotyzmu. Widać to wyraźnie w kwestii uchodźców, praworządności i na wiosnę w przypadku pandemii Covid 19 z zamknięciem granic. Kontynuowanie działań w tym stylu byłoby moją największą obawą. W zglobalizowanym świecie XXI wieku możliwe jest tylko wspólne działanie na rzecz Europy. Niemcy i Polska mogą być tu przykładem. Dlatego też mam nadzieję i oczekuję, że będziemy nadal podążać naszą wspólną drogą tu, w regionie, pokazując w ten sposób reszcie kontynentu, że współpraca jest możliwa i owocna. Bliźniacze miasto Frankfurt-Słubice może stać się i pozostać światłem przewodnim idei europejskiej.

© www.deutschland.de